Koncert w Zamku był moim drugim koncertem plenerowym. Do tego dość długo wyczekiwanym, gdyż o tym, że się na nim pojawię wiedziałam już od czasu koncertu w Suchym Lesie. Do Poznania wraz z forumową koleżanką przybyłam dzień wcześniej, więc miasto zdążyło mnie oczarować. Ale wracając do meritum...
Czwartek. Dzień koncertu.
Pod Zamek dojechaliśmy ok.18 i czym prędzej udaliśmy się spocząć na ławeczki do pobliskiego parku. Przy okazji mieliśmy okazję słyszeć próby zespołów, jednak to nie było naszym zamysłem. Później udaliśmy się pod bramę, pod którą już czekały dziewczyny(przy okazji miło było ujrzeć znajome już twarze i poznać nowe osoby).

Ok.godziny 21 mogliśmy już wejść na dziedziniec. Jak na fanów z forum przystało, zajęliśmy pierwsze rzędy, zachowując rozsądną odległość od sceny.
Jak wiadomo, przed występem chłopaków, rozgrzewał nas Wolny Band. Koncert ten był niesamowitą dawką energii, nie pamiętam kiedy tak dobrze na jakimś się bawiłam. Kasia - rewelacja, zarówno pod względem wokalu jak i ruchu. Mimo wszystko żałuję, że jej mikrofon nie był bardziej podkręcony,wtedy dopiero efekt byłby piorunujący.
Daniel - on sam dałby radę zająć całą scenę, przemieszczał się po niej jak tornado, aż ciężko mi było złapać go w kadr.

Po kilku utworach nastąpiła chwila przerwy, a tuż po niej pisk, oto wchodzą na scenę; rozlega się bas Patryka.
Intro - "Black suits comin" zamiast "Let's(...)" - utwór przypadł mi do gustu. Największym zaskoczeniem był Marcin i jego rap, całkiem fajnie się tego słuchało. Perkusja Kitka - aż miało się wrażenie, że serducho bije w tym samym rytmie.
"If you wanna rock then say (oh ooh)" końcówka bardzo energetyczna, wprowadzająca w dość euforyczny stan, aż ciało samo rwało się do podrygów.
Twoja miłość - piosenka, która mnie hipnotyzuje (zresztą podobnie jak
Shape(...)), nie wyobrażam sobie, że mogłoby jej zabraknąć. Bioderka poszły w ruch...lewa i prawa, i lewa i prawa.
How could it be - utwór, który był dla mnie sporym zaskoczeniem. Miałam okazję usłyszeć jego mały fragment, gdy chłopcy mieli próbę i przyznam, że wtedy pokręciłam na niego nosem. Zarazem muszę dodać, że w trakcie koncertu oczarowała mnie solówka Szajka, jednak biorąc pod uwagę całość - byłam na nie. Dopiero po wielokrotnym odsłuchu,już w domu, ten utwór zaczął do mnie trafiać.
Let's get it started - jak dla mnie największy hit koncertu i tutaj ogromny plus dla Jarka za jego solówkę i świetną choreografię.
Fura Kitka - jak już gdzieś napisałam, w moim poczuciu, było to najlepsze wykonanie jakie miałam okazję widzieć.
Tragedy - wspólne odtańczenie układu, szkoda, że nie wyszła opcja z kamerowaniem tego "widowiska", chciałabym to ujrzeć z drugiej strony.
Just the two of us - Marek brzmi tu niesamowicie,nic tylko przymknąć oczy i słuchać.
Mmm - wsparliśmy Patryka w jego choreografii, co po koncercie zostało przez panów skomentowane ("Cieszymy się,że kroicie z nami ogóra")
We will rock you - mimo, że pod nogami plątały się nasze torby znalazło się trochę miejsca, aby pobawić się wraz z zespołem.
Thinking about your body - chłopcy postanowili nas zaskoczyć i po przeczytaniu relacji ze Świnoujścia (powrót do standardowego wykonania), mam nadzieję,że jeszcze nie raz wprowadzą taki element zaskoczenia.
Co do zaskoczenia, myślę, że największym było brak
Crazy, osobiście bardzo liczyłam na to, że po raz pierwszy usłyszę wykonanie tego utworu na żywo, a tu taka "niespodzianka". Mam nadzieję, że jeszcze będę mieć ku temu okazję.
Na koniec podziękowania. Bardzo dziękuję wspaniałej "8" za wspólnie spędzone 3 dni, Yoaś, Angel i Stiff, a także wszystkim forumowiczom za dobrą zabawę na koncercie. Pozwolę sobie zacytować Marcina żegnającego się z nami przed popisem Kitka "Do zoba".

Cytuj: